Wpisy
W ubiegłym tygodniu w Polsce na naszych oczach doszło do niecodziennych zdarzeń. Pierwszy raz od dawien dawna ludzie zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie na ulicach bez udziału przywódców czołowych partii. Czyżby demokracja parlamentarna się przeżyła?
Co prawda politycy opozycji tradycyjnie próbowali podwiesić swoje twarze pod bunt społeczny wobec podpisania ACTA oraz rosnących cen paliwa. Ale biało-czerwoni najwyraźniej mają już dość słuchania sztywniaków zakutych w uniformy. Czasy pingwinów powoli przechodzą do historii. Poseł Palikot został wyśmiany przez demonstrantów w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim. Może wreszcie nad Wisłą wzrosła świadomość społeczna? I coraz mniej osób wierzy w medialne triki. Polacy włożyli między bajki historyjkę o porzuceniu z dnia na dzień partii władzy, na rzecz pomagania ubogim. Nawet małe dzieci wiedzą, że robienie z siebie błazna, ma jedynie odciągać uwagę wyborców od istotnych dla kraju spraw. Wychodzi na to, że parlamentarzyści żyją we własnym świecie. I prozaiczne sprawy docierają do nich dopiero, gdy przeciętny Kowalski ma dość hipokryzji. Pytanie tylko, czy stać nas na utrzymywanie całej armii osobników bijących między sobą pianę? Moim zdaniem nie. Bo jeżeli tzw. reprezentanci ludu nie potrafią sprostać współczesnym wyzwaniom to powinni podać się do dymisji. Wówczas na ich miejsce przyjdą nowi nie ubabrani Okrągłym Stołem Polacy, którzy miast zajmować się wojną ,,Donalda z Kaczorem” będą bezinteresownie służyć społeczeństwu.
Zupełnie nie wiem, co ludzie widzą w organizowaniu wystawnych wesel? Przebierają się za kiczowate pacynki mające przypominać królową śniegu oraz księcia z bajki. Moim zdaniem to komiczna sytuacja.
W Polsce najlepsze interesy robią teraz właściciele ,,domów weselnych”. Rezerwacje sali trzeba składać często dwa lata przed terminem ślubu. Przy okazji hucznej imprezy związanej z połączeniem dwóch serc nowożeńcy wynajmują obciachowe zespoły klezmerskie, które z reguły przygrywają z komputera disco polo. No, normalna heca. Kogo to bawi? Chyba tylko jakiś gamoni wychowanych razem z kurami u szwagra pod szafą? Zastanawiam się, czy ktoś w RP kontroluje weselnych grajków? Bo wydaje mi się, że chałturnicy wciąż nie płacą daniny państwu oraz mają w głębokim poważaniu tantiemy autorskie. Ale rodzimy fiskus woli doić emerytów i rencistów niż dbać o powiększanie wpływów do budżetu? Pokaźną nie opodatkowaną kasę, podczas ślubu, zganiają też organiści, kościelni. Dwie stówy za rozwiniecie czerwonego dywanu oraz pięć setek za wybrzdąkanie marsza jedną ręką bez faktury to chyba lekka przesada. No, ale w Polsce nic nie jest normalne. A podatki płacą jedynie ludzie słabi i głupi. Podczas wesel goście muszą nażreć się do syta. I narąbać do granic ludzkich wytrzymałości. Słyszałem, że w XXI wieku alkohol - co najmniej litr na głowę - zamawia się wyłącznie dla miłośników klasycznego kaca. A dla młody trzeba zorganizować dopalacze. W końcu jak zabawa to zabawa.
Co prawda nie wiem, kiedy to nastąpi, ale jestem przekonany, że wcześniej, czy później twórcy Pewnego Wydawnictwa Prasowego oraz Komercyjnej Stacji Telewizyjnej, znajdą się w podobnej sytuacji jak ślepi wyznawcy bolszewizmu w 1989 roku.
Czerwoni też nie dostrzegali postępującej biedy oraz produkowanych przez samych siebie legislacyjnych bubli. Wokół ludzie szaleli ze wściekłości. A propagandziści PRL-u jak gdyby nigdy nic chrzanili coś o przyjaźni z bratnim Związkiem Radzieckim. Teraz podobnie jak dawniej, żadne protesty oraz merytoryczne argumenty nie trafiają do autorów nieobiektywnych wiadomości. Co tam problemy z refundacjami leków? Kogo obchodzi ograniczanie wolności w Internecie? Po co zajmować się kolejnymi sztucznymi obciążeniami dla publicznych szpitali w postaci horrendalnych ubezpieczeń? Owszem, pojawiają się jakieś komentarze w mass mediach. Ale wyjątkowo przychylni władzy dziennikarze raczej wolą tonować sytuacje niż przedstawiać fakty Przy okazji miłośnicy władzy do wszelkich poważnych spraw dołączają dowcipy. Oj ,,Puchatki Lukrowane”, rozwalicie się jak Titanic. Pękniecie przez swoje nadęcie. Obyście tylko za swoje służalstwo ponieśli zasłużoną karę.
Rozpieprzanie - nie bójmy się tego słowa - służby zdrowia trwa w najlepsze. Po hecy z refundacjami za leki przyszła pora na szpitale.
Nie wiedzieć czemu, publiczne placówki medyczne muszą się dodatkowo ubezpieczyć? I pozbyć się raz na rok czasami prawie miliona złotych. Szaleństwo? Moim zdaniem nie. Wydaje mi się, że to jest droga, o której mówiła była posłanka partii władzy, oskarżona o korupcję. Szpitale przejdą transformację. A ludziom biedny pozostaną do dyspozycji zioła, znachorzy oraz wiejscy szamani. Tylko składki trzeba będzie wciąż płacić. I raz w roku zbierać pieniądze na sprzęt dla lekarzy. Bo z olbrzymim tempem wkracza w nasze gościnne progi latynoski dobrobyt. Za chwile ludzie pozbawieni pracy wybudują na dziko - w cieniu wiekiego miasta - slumsy z kartonów. Nie wiadomo tylko, czy dzielna Pani Hania pozwoli na taką samowolę budowlaną? Może nie wiedzieć ,,Biedactwo", że latynoski dobrobyt jest w budowie.
Katastrowy smoleńska wciąż nie jest wyjaśniona. I zapewne długo jeszcze będzie wzbudzała wiele emocji. Nie zależnie od tego, czy tego, chcą , czy nie, medialni kontynuatorzy uprawiania propagandy w stylu ,,Trybuny Ludu” oraz ,,Dziennika Telewizyjnego” wątpliwości będą istniały. Bo Polska to nie są Chiny, ani Białoruś.
Nie wiedzieć czemu, niektórzy dziennikarze od początku przyjęli, że 10 kwietnia 2010 roku polski samolot rozbił się na skutek błędu naszych pilotów? Przekonani o swojej słuszności osobnicy publicznie obśmiewali wszelkiego typu dywagacje, dotyczące zamachu na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Żadne argumenty nie trafiały do zaślepieńców. A przecież na podobnych zasadach - jak teraz krytykuje się wątpliwości dotyczące prowadzenia śledztwa śmierci 96 Polaków - robiono za komuny idiotów z ludzi obciążających Stalina za zbrodnie katyńskie. No, cóż historia najwyraźniej zatoczyła koło. Ciekawe tylko za ile lat poznamy prawdę o Smoleńsku? Bo, dowcipy oraz żarty z prób ustalenia przyczyn rozbicia się rządowego TU-154 z biało-czerwoną szachownicą, kiedyś zostaną zamknięte w zagrzybionych magazynach niczym czerwone szturmówki noszone na 1 maja. A prawda wcześniej, czy później wyjdzie na jaw. I nie ma sensu nawracać na właściwą drogę obiektywizmu informacyjnego, propagandzistów ślepo rozkochanych we władzy. Bo nawet naukowe badania będą ich bawić. No, ale nie ma co się dziwić, podobno madrość jest w budowie.
Co możecie zrobić nadętej władzy? W zasadzie to nic. Za chwilę zabronią nam nawet szczekać na rząd przez Internet. Bo kto nie wierzy w dogmat boskości najwspanialszych na świecie polityków, trafi nie tylko za kraty, ale zyska również wieczne potępienie.
Na sto procent goście mojego pokroju wyginą niczym dinozaury. A na Ziemi pozostaną wyłącznie potakujący komercyjnym mediom pożeracze reklam. Obecnie każda próba przemówienia do rozumu naszym możnowładcom jest skazana na porażkę. Oni wszystko wiedzą lepiej niż inni. I nie ma, co pouczać wybitnej klasy mędrców. Ścieranie się z nimi za zazwyczaj kończy się tragedią podobną zderzenia osobowego samochodu z nieprzestrzegającymi żadnych przepisów TIREM. Wydawałoby się jednak, że mając wszystko, nikogo powinni się bać. Ale ile lat można sprytnie w środkach masowego rażenia omijać niezadowolenie społeczne. Rok, dwa no, góra jeszcze trzy. Aż wreszcie wybuchnie olbrzymi protest, który może mieć opłakane konsekwencję. W końcu historia uczy, ze wszelkie rewolucje społeczne nigdy nie przyniosły niczego dobrego. Jednak najwyraźniej panującej klasie przeszkadza ujadanie przez Internet. I przyszła pora, by zakneblować ryje wszelkim oponentom. Za komuny pokrzyczeć na PZPR można było jedynie na koncertach rockowych lub podczas demonstracji ulicznych. A dzisiaj? Już weszło w życie nowe prawo dotyczące organizowania zgromadzeń publicznych. Na krnąbrnych blogerów też przyjdzie pora. Bo powszechnie wiadomo, że jest tak dobrze, że lepiej być nie może.
Dawniej oczytany człowiek kupował smaczną wędzoną rybę, owiniętą szarym papierem. A dzisiaj klient z wyższym zaocznym wykształceniem, zajada się faszerowaną wyłącznie chemią pangą, zapakowaną w olbrzymi wzorzysty karton, nadający się do transportu kolorowych telewizorów marki ,,Rubin”, produkowanych przez CCCP. Czy to normalna sytuacja? W dziedzinie tworzenia iluzji handlowej podobno tak.
Powszechna komercjalizacja zepchnęła towar na daleki plan. Teraz bardziej niż jakości oferowanego produktu, liczy się reklama oraz opakowanie. Mając nachalną kampanię promocyjną można sprzedać nawet baby z nosa. Ba, marketingowe sztuczki przeniosły się drogą kropelkową jak grypa się na inne sfery życia. Na przykład politycy obecnie muszą być wyłącznie ładni. Bo kogo obchodzi wiedza, szlachetność oraz bezinteresowność gwiazdora? Mozolną filantropią bez udziału kamer telewizyjnych zajmują się wyłącznie niereformowalni naiwniacy. Nawet dziecko wie, że najważniejszą sprawą w działalności publicznej jest zrobienie dobrego wrażenia na szerokich rzeszach wyborców. Pozbawiona dochodów oraz odpowiedniego splendoru praca na rzecz społeczeństwa, zupełnie nie przystaje do wymogów współczesności. Dlatego nie grzeszący mądrością osobnicy wybierają drogę na skróty w walce o władzę. W końcu Polacy - ogłupiani przez czterdzieści pięć lat socjalistyczną propagandą - są podatni na tanie kapitalistyczne sztuczki reklamowe. I wolą połykać sztuczny pokarm dla psów i kotów, niż jeść świeże owoce oraz wżywa. Po prostu spożywania naturalnych witamin nikt nie popularyzuje przez TV i Internet. Nic dziwnego, że potem rządzą nami osobnicy w gustownych opakowaniach, pozbawieni głębokich treści.
Jeszcze nie tak dawno temu, przerwa zimowa w rozgrywkach polskiej ekstraklasy była dla mnie nie do zniesienia. Od grudnia do marca czułem się jakbym był na futbolowym głodzie.
Chociaż sam nie miałem praktycznie żadnych osiągnięć na zielonej murawie. Bo od uganiania się za szmacianką, wolałem nasuwać całymi dniami na gitarze. To jednak bywały lata, że nie opuściłem prawie żadnego meczu w sezonie, dopingując z ,,Żylety’’ Legię Warszawa. Dawniej każdego ranka kupowałem wszelkiego typu gazety, by zapoznać się z wiadomościami sportowymi. Przed każdym sezonem podglądałem treningi CWKS-u. Pasjonowałem się transferami zawodników. Ba, sam amatorsko prowadziłem drużyny piłkarskie, z których wyrosło kilku znanych ludzi. No, ale pewnie nie moja w tym zasługa. Jednak w swoim skromnym życiu oprócz grania rocka, poświęciłem też sporo letnich urlopów na zgrupowania drużyn młodzieżowych. A teraz - jeszcze kilka lat temu płaczący na obozach małolaci - czarują zwodami czołowych gwiazdorów występujących na polskich boiskach oraz radują oczy kibiców. Niestety tegoroczny piłkarski antrakt, między jesienią, a wiosną jest mało ekscytujący. Przed walka o tytuł Mistrza Polski zbroi się jedynie Śląsk. Ale wrocławianie nie mają ekipy, która powalałaby na kolana nazwiskami. Niektórzy twierdzą nawet, że drużyna ze stolicy Dolnego Śląska przodowałaby w naszej ekstraklasie wystawiając na boisko rodzinę Kiepskich. Bo jakoś nie chce się kibicom wierzyć w czysto sportowe sukcesy przeciętnych zawodników. Może to są plotki? Tego nie wiem. Jednak dawnemu WKS-owi ciężko będzie zapełnić trybuny nowego 40-tysięcznego stadionu bez spektakularnych sukcesów. Czy więc cel uświęca środki? Proszę samemu sobie odpowiedzieć na to poplątane pytanie. Mnie interesuje przede wszystkim Legia. Dlatego zastanawiam się, czemu trener Maciej Skorża wybrał się ze stołeczną drużyną na Cypr ? W typowo wczasowych ośrodkach nigdy nie było dobrych baz treningowych. I rozgrywanie bezsensownych sparingów z małolatami na kartofliskach to kompletna porażka. Na domiar złego kilku graczy z ulicy Łazienkowskiej 3 nabawiło się poważnych kontuzji. A przecież stołecznych futbolistów czeka dwumecz w 1/16 finału Ligi Europejskiej ze Sportingiem Lizbona. Czyżby komuś nie zależało na awansie Legii do następnej do następnej rundy pucharów? Koncern ITI podobno nie ma pieniędzy na transfery. Oj, wydaje mi się, że w moim ulubionym klubie panuje kompletna amatorka, zupełnie nie przystająca do wymogów nowoczesnej Pepsi Areny. A przecież w zamierzchłych czasach piłkarze zimą ładowali akumulatory w górach. I dopiero po ostrych ćwiczeniach wyjeżdżali na obozy do Hiszpanii, gdzie wspaniałych boisk treningowych jest całe mnóstwo. Natomiast graczy szukano w niższych klasach rozgrywkowych. Co to za sztuka kupić za ciężkie pieniądze gwiazdora. Z dawnych lat pamiętam rewelacyjne wzmocnienia CWKS-u Janem Karasiem, Tomaszem Arceuszem, Jackiem Zielińskim, Leszkiem Piszem, czy występujący niewielkim klubie z Bródna młodziutkim Wojciechem Kowalczykiem. No, ale mamy nowe czasy. I ludzi, którzy biorą niemałą kasę za kompletne organizacyjne niewypały. A szkoda, bo Legia ma wyjątkową szansę wnieść się na wyżyny zarówno w kraju jaki i w Europie. Jeśli nie teraz to kiedy mamy się bić o najwyższe cele?
Czy ktoś jeszcze zaprząta sobie głowę sprawami przeciętnych Polaków? Wydaje mi się, że nie. Oszem przed wyborami politycy zeszli z gór na niziny. Ale gdy już dostali się do parlamentu to tradycyjnie zajęli się sami sobą.
Przez ostatnich kilka lat przeniesiono nas w XIX wieczne realia. Od państwa nic już nie otrzymujemy. Chociaż płacimy nie małe podatki. Nawet refundacje za leki stały się fikcją. Pytanie, po co odprowadzać składki zdrowotne, skoro władza nie wywiązuje się ze swoich podstawowych zobowiązań wobec obywateli? Teoretycznie można złożyć pozew do sądu o odszkodowanie. Ale kogo w RP stać na wynajęcie adwokata? Dla emerytów, rencistów oraz pracowników hipermarketów próba dochodzenia swoich racji w oparciu o prawo może zakończyć się śmiercią głodową. Jednak nie sądzę, by zupełnie nie przystające do wymogów cywilizowanego świata, rozwiązania w dziedzinie sprawiedliwości, absorbowały opozycyjne partie. U nas w najlepsze trawa nieustanna wojna ,,Kaczora z Donaldem”. A reszta problemów jest bez znaczenia. Może więc spakujmy obu walecznych wojowników. I razem z ich orędownikami wyślijmy całą ekipę kosztownych książąt na Antarktydę. Niech medialni gwiazdorzy w krainie wiecznego śniegu grają sobie w piłkę z białymi niedźwiedziami. I stawiają znicze przed prezydenckim igloo wzajemnie się opluwają. A my zajmijmy się wreszcie rozwiązywaniem problemów bytowych wielu milionów ludzi, którzy mają już dość podwyżek paliwa, wzrostu podatków oraz kar za popełnienie byle błahostki. Bo obywatele starej UE oprócz twardego prawa mają również mnóstwo udogodnień, o których nam się nawet nie śniło. Na przykład bezrobotni dostają pokaźne zasiłki przez co najmniej dwa lata. A w platformianej Polsce - na skutek wprowadzenia kulawej ustawy - nawet leki dla dziecka są pełnopłatne.
Osoby wrażliwe, kobiety oraz dzieci proszone są o nie czytanie poniższego tekstu. Nie mam zamiaru dzisiaj być zbytnio miły oraz szczególnie kulturalny.
Wysłałem rano do kolegi SMS, że w żadnym polskim radiu nie można posłuchać dobrej muzyki. Może pora, żeby powstało Radio Zakazane Piosenki? Bo, gdzie teraz nadają stare numery TSA, Perfectu, Oddziału Zamkniętego, Tiltu, czy wielu innych zupełnie pomijanych przez media zespołów? Czasami gdzieś tam, ktoś coś puści z łaski na uciechę. Niestety ustawa o obecności w eterze 30 proc. polskiej muzyki praktycznie nie funkcjonuje. Bez przerwy kaleczą nasze uszy komercyjnym zachodnim chłamem. Szajsu niech sobie słuchają głąby zza oceanu. A u nas mamy własne tradycje. Do korniszona ciężkiego, co za łamagi za tym stoją? Kto tych bałwanów nam nasłał? Moskwa? To są skutki nie rozliczenia komuny. Wytłoki pokomunistyczne robione miękkimi jajami szerzą dźwiękowe prostactwo. Ludzie ile można słuchać plastiku z tekstami o pierdołach? Wywalcie te wasze zasrane płyty do klopa. I pogrzebcie w archiwach. Na pewno znajdziecie wiele interesujących rzeczy. Mamy tylu wspaniałych artystów. I co z nimi zrobiliście? Wpakowaliście w cień zapomnienia. Nic dziwnego, że potem w całym kraju triumfy święcą darmowe koncerty organizowane przez struktury samorządowe lub stacje telewizyjne dla robionego w bola pospólstwa. Gdzie te czasy, kiedy ludzie ustawiali się w długich kolejkach po bilety, by posłuchać na żywo rockowych kapel? Pozbawiono nas radości obcowania z autentyczną twórczością. Dzisiaj wszystko musi być nadęte, gwiazdorski i wielkie jak kupa po zjedzeniu tony czereśni popijanych cysterną mleka.